Rozmiar tekstu: pomniejsz tekst resetuj tekst powiększ tekst drukuj

Facebookowa depresja

Facebook podzielił świat na dwa obozy – tych, którzy „Lubią to!” i tych, którzy z lubością przyjmują coraz to nowe doniesienia o szkodliwości nadużywania Internetu w celach towarzyskich. Tych drugich ucieszy pewnie wiadomość, jakoby portale społecznościowe były powiązane z ryzykiem depresji.

Facebook i Twitter to dla wielu internautów chleb powszedni i właściwie nie ma w tym chyba nic złego. Problem pojawia się jednak, gdy nasze zaangażowanie online jest niewspółmiernie większe niż obecność w życiu pozawirtualnym, co dotyczy szczególnie dzieci. Raport American Academy of Pediatrics opisuje nowe zjawisko zwane „Facebookową depresją", w której symptomy rozwijają się u dzieci i młodzieży na skutek nadużywania portali społecznościowych.

Zjawisko co prawda nie jest powszechne i w większości przypadków Facebook to jedynie narzędzie do podtrzymania relacji z rówieśnikami – mówi Scott Campbell, profesor badań nad komunikacją Uniwersytetu Michigan. Ale nadużywanie takich narzędzi w połączeniu z niebezpieczeństwami wirtualnego świata (cyberprzemoc czy tzw. sexting - zjawisko, polegające na wysyłaniu swoich nagich zdjęć zrobionych zwykle przy pomocy telefonu komórkowego) może mieć poważne konsekwencje.

O ciemnej stronie Facebooka mówi też psychiatra dziecięcy dr Michael Brody. Wyjaśnia, że w młodzieńczym wieku relacje z przyjaciółmi stają się podstawą rozwoju psychospołecznego. Portale społecznościowe z jednej strony to ułatwiają, ale zasadniczo bazują na interakcji, która może rodzić zawiść i poczucie nieadekwatności.

Widząc sukcesy i niekończące się listy przyjaciół swoich rówieśników, dzieci angażują się w rywalizację, którą niejednokrotnie przyjdzie im przegrać. Dochodzi do relatywizacji samooceny, traktowania własnej wartości, jako względnej i zależnej od porównania z innymi, a to ogromny krok w stronę depresji. Choć nie jest do końca jasne, jaka rolę spełnia Facebook – źródła czy panaceum na depresję, nie ulega kwestii fakt, że za jego sprawą dochodzi do eskalacji zazdrości i niezdrowych ambicji.

Strzeżcie zatem siebie i swoje dzieci. Jak głosi przysłowie - to, co dla jednego człowieka jest pokarmem, dla innego może okazać się trucizną. A może jednak nie taki diabeł straszny?

Komentarze
Dodaj komentarz

Odpowiadasz jako: Gość