Rozmiar tekstu: pomniejsz tekst resetuj tekst powiększ tekst drukuj

Gdy sałatka nie odchudza...

Będąc na diecie jesteśmy tak owładnięci chęcią zdrowego odżywiania, że często dajemy się omamić obiecująco brzmiącemu nazewnictwu. To właśnie strażnicy wagi dużo częściej wpadają w dietetyczne pułapki, wybierając produkty i dania, które tylko z nazwy mają sprzyjać szczupłej sylwetce.

Journal of Consumer Research informuje o badaniach, z których wynika, że nadmierne skupienie osób odchudzających się na nazewnictwie może w dużej mierze działać na ich niekorzyść. „Gdy przyświeca nam jasny, sprecyzowany cel – chcemy zrzucić kilogramy – skanując menu w restauracji uciekamy wzrokiem od makaronów czy mięs i skupiamy się raczej na sałatkach” - mówią autorki badania. „Zanim jednak pogratulujemy sobie nienagannego wyboru, zastanówmy się, czy nasze danie ma – poza nazwą – cokolwiek wspólnego z odchudzaniem.”

Skład sałatek w barach i restauracjach jest najczęściej daleki od tego, co polecaliby dietetycy. Smażone, panierowane mięso, sery, grzanki i makaron wydają się mniej niebezpieczne, gdy toną w morzu sałaty lodowej (która w istocie ma niewiele wartości odżywczych). Czipsy ziemniaczane nazywane są „warzywnymi”, shake często funkcjonuje pod przykrywką zdrowego „smoothie”, a słodkie napoje stają się „wodą smakową”.

„Z czasem, u osób dbających o linię wyrabia się nawyk unikania produktów, które kategoryzują jako niezdrowe bazując wyłącznie na ich nazwie. Stąd niechęć do dań makaronowych i bezgraniczne zaufanie wobec wszystkiego, co nazywa się sałatką. Rzadko bierze się pod uwagę inne informacje, które mogłyby zaważyć na ocenie produktu" – tłumaczą autorki. Tym samym, osobom nieskoncentrowanym na zdrowym odżywianiu dużo częściej udaje się unikać takich pułapek.

Uczestnikom jednego z badań podano kombinację warzyw, makaronu, sera i salami zaserwowaną na liściach sałaty rzymskiej, nazywając ją „sałatką” lub „daniem makaronowym”. Osoby odchudzające się uznały ten sam zestaw za odpowiednio zdrowy lub niezdrowy, w zależności od tego, jaką nosił nazwę.

W innym badaniu, uczestnicy mieli ocenić ten sam produkt, który opisano najpierw jako karmelki, a potem nazwano owocowymi żelkami. Efekt był ten sam. Produkt o bardziej „tuczącej” nazwie okazał się według badanych nie tylko mniej zdrowy, ale też nie tak smaczny. W rezultacie, uczestnicy - zamroczeni owocową nazwą - pozwolili sobie na więcej słodkości niż zdawali sobie z tego sprawę.

Komentarze
Dodaj komentarz

Odpowiadasz jako: Gość