Rozmiar tekstu: pomniejsz tekst resetuj tekst powiększ tekst drukuj

Jak cię widzą, tak się piszesz

Sposób, w jaki kobieta postrzega swoje ciało nie zależy od jej wagi, lecz od tego, co myślą o niej inni. Co zrobić, by samoocena była niezawisłym sędzią, niezależnym od werdyktu ławy przysięgłych?

Jak świat długi i szeroki, trudno jest znaleźć kobietę w pełni zadowoloną ze swojego ciała. Jest to tym trudniejsze, że ich własna ocena tylko pośrednio bazuje na indeksie masy ciała (BMI). Tracy Tylka, profesor psychologii Uniwersytetu Stanowego Ohio, twierdzi na podstawie przeprowadzonego przez siebie badania, że największy wpływ na to, jak oceniamy swoje ciało ma nasze przekonanie o tym, jak postrzegają nas osoby, które z jakiegoś powodu są dla nas istotne.

Z drugiej strony, im bardziej jesteśmy w stanie skupić się na funkcjonowaniu naszego ciała i samopoczuciu fizycznym – a nie na tym, jak postrzegają nas inni - tym bardziej będziemy to ciało doceniać.

To z kolei wiąże się z pozytywnymi zmianami w sposobie żywienia. Zadowolenie z ciała sprawia, że jemy intuicyjnie, odpowiadając na uczucia głodu i nasycenia, a nie tłumiąc emocje.

Pełne akceptacji nastawienie do ciała sprawia też, że chętniej i lepiej się nim zajmujemy – dbamy o kondycję i regularnie poddajemy się badaniom.

Okazuje się, że na drodze do pełnego doceniania naszego ciała stoją inni. Nie liczy się dla nas rzeczywista waga czy wymiary, ale to, czy nasze środowisko akceptuje naszą fizyczność i wspiera nas bezwarunkowo. Wniosek jest prosty - w relacjach z innymi powinniśmy być mniej krytyczni i nie koncentrować się na powierzchowności – tłumaczy Tylka.

Myślicie, że tak to działa?

Komentarze
Dodaj komentarz

Odpowiadasz jako: Gość