Rozmiar tekstu: pomniejsz tekst resetuj tekst powiększ tekst drukuj

Jedzenie emocjonalne - 6 kroków do samokontroli

O poczucie przytłoczenia i bezsilności dziś nietrudno, a poszukiwanie ukojenia i potrzeba odzyskania kontroli to instynktowne zachowania wpisane w ludzką naturę. Dlaczego to właśnie jedzenie tak często staje się obietnicą powrotu do równowagi, gdy zaczyna doskwierać nam nuda, stres, zmęczenie, depresja, złość, strach czy samotność?

Jedzenie od momentu narodzin kojarzy nam się z ukojeniem zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego głodu. Co najczęściej robi matka, gdy niemowlę budzi się z płaczem w nocy? Jak często dostajemy od rodziców łakocie w ramach przekupstwa, nagrody lub zadośćuczynienia? Jedzenie ma wielką moc sprawczą, a w związku z tym również uzależniającą – zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest w stanie wywołać konkretne reakcje chemiczne w mózgu. To właśnie dlatego w chwili słabości sięgamy po produkty, które gwarantują najszybszy skok poziomu cukru we krwi i natychmiastowy wyrzut serotoniny.

Niestety efekt ten nie utrzymuje się długo. Głodu emocjonalnego nie da się nasycić kaloriami, a my stajemy się więźniami reakcji chemicznych we własnym ciele. Jeśli podejrzewasz, że masz problem z jedzeniem emocjonalnym, musisz wykonać pracę u podstaw. Na nic rygorystyczne 3-dniowe głodówki i odmawianie sobie przyjemności. Zobacz, od czego należy zacząć.

Skup się na jedzeniu

Taka rada może wydać się dość przewrotna w sytuacji, gdy właśnie brak umiaru jest problemem. Sęk w tym, że w jedzeniu emocjonalnym nie tyle chodzi o smak, zapach czy delektowanie się posiłkiem (chociaż należy odróżnić ten stan od obżarstwa napadowego), a o niekontrolowane zaspokojenie niefizycznego głodu, który trawi psychikę. Jeśli chcesz odzyskać kontrolę nad emocjami, nie pomoże ci zamknięcie lodówki na kłódkę, lecz zmiana jej zawartości i nastawienia do jedzenia.

Ciesz się jedzeniem

Przyjrzyjmy się pewnemu schematowi. Jeśli jesz emocjonalnie, jedzenie jest lekiem na frustrację i gdy napięcie osiąga punkt krytyczny, wielbisz wszystko, co choć na chwilę przyniesie ukojenie. Satysfakcja nie trwa jednak długo, a w jej miejsce pojawiają się wyrzuty sumienia, już w trakcie jedzenia. Narzędzie przyjemności staje się ciężarem, a ty permanentnie obijasz się o dwa ekstrema: miłość i nienawiść.

Nikt nie jest w stanie wytrzymać takich skrajnych emocji. Jeśli czegoś nienawidzisz, chcesz za wszelką cenę się od tego odciąć. Ale jak odciąć się od jedynej rzeczy, która daje przyjemność w chwili słabości? Zamiast traktować jedzenie jak toksycznego wroga, od którego nie możesz się uwolnić, zaprzyjaźnij się z nim i świadomie czerp satysfakcję z każdego kęsa. Nie pochłaniaj ogromnych porcji, nie zastanawiając się nawet co jesz. Jesteśmy biologicznie zaprogramowani na czerpanie przyjemności, więc twój mózg z pewnością doceni pozytywne emocje i odwdzięczy ci się mniejszym napięciem.

Oddychaj i żuj

Gdy jesteśmy spokojni i zrelaksowani, nasz układ przywspółczulny otwiera drogi komunikacji między mózgiem a receptorami w żołądku. Dokładne przeżuwanie sprawia, że nasze ciało podpowiada nam, kiedy jest już zaspokojone (patrz punkt wyżej) i chroni nas przed frustrującym oscylowaniem między głodem a przejedzeniem. Zamiast karać się dietami i rygorystycznie wydzielać porcje („jedzenie to wróg”), daj organizmowi czas na reakcję i słuchaj jego podpowiedzi.

Postaw na jakość

Jedzenie emocjonalne zwykle wiąże się z problemem nadwagi. Pojawia się zatem kolejny obiekt nienawiści – własne ciało, które faktycznie traktujemy jak wroga, serwując mu przetworzone jedzenie w nieumiarkowanych ilościach. A gdyby tak potraktować ciało jak świątynie, w której składa się najbardziej wartościowe dary?

Gdy jemy byle co, organizm natychmiast dokonuje kalkulacji i orientuje się, że brakuje mu składników odżywczych. Gdy pochłaniasz miskę białego ryżu, ten od razu zastanawia się, gdzie jest reszta ( w tym przypadku błonnik) i każe ci jeść dalej w nadziei, że w końcu dostanie to, czego potrzebuje. Resztę scenariusza już znasz. Uboga dieta odbija się na pracy twojego układu nerwowego, a ten, jak już ustaliliśmy, jest źródłem problem jedzenia emocjonalnego. Można więc stwierdzić, że im lepiej jemy, tym mniej jemy, co zostało zresztą udowodnione naukowo.

Zobacz też: Kochanego ciała ubywa szybciej

Okiełznaj stres

Katalizatorem jedzenia emocjonalnego jest zwykle stres. Jego źródła mogą być zupełnie oczywiste, związane z pracą, problemami rodzinnymi czy porażką, ale za destrukcyjne reakcje nerwowe mogą też być odpowiedzialne nie do końca uświadomione urazy emocjonalne. Z tego względu zaburzenia jedzenia w wielu przypadkach wymagają pomocy psychoterapeuty, ale zanim umówisz się na wizytę, spróbuj powalczyć ze stresem na własną rękę.

Ruszaj się

Ruch może nie jest lekarstwem na wszelkie zmartwienia, ale nie da się ukryć, że to nieoceniony sojusznik. Endorfiny, zdrowsze i szczuplejsze ciało, cel i mniej czasu spędzanego w kuchni – na początek wystarczy. Spróbuj chociaż przez dwa tygodnie oddać się jakiejś aktywności fizycznej wyłącznie dla przyjemności i przekonaj się, że to działa. Nie katuj się dyscyplinami, których nienawidzisz. Wyznaczaj sobie umiarkowane cele i doceniaj każdy wysiłek.

Rozpieszczaj się

Zastanów się, czy jest coś, co wyjątkowo cię relaksuje. Gdy już ustalisz, co to jest, postaraj się znaleźć na to czas przynajmniej raz w tygodniu. Mowa o niewielkich rzeczach, które nie kosztują majątku. Masaż, manicure, kino, nowa książka, jakiś gadżet czy sprzęt sportowy – będziemy mogli sobie na nie pozwolić jeśli drobniaki do tej pory wydawane na czekoladowe batoniki będziemy wrzucać do specjalnie przygotowanej skarbonki.

Otwórz się na ludzi

Nie zaszywaj się w domu. Nie buduj wokół siebie muru. Spędzanie czasu z najbliższymi to okazja do wyrażania siebie – zarówno w tych dobrych, jak i gorszych chwilach. Najgorsze co możesz zrobić to tłumić emocje, bo te prędzej czy później same znajdą ujście… wiesz w jakiej formie.

Jeśli nie masz rodziny ani przyjaciół, wykorzystuj każdą możliwą okazję do poznania ludzi, z którymi możesz dzielić swoje pasje albo po prostu porozmawiać. Na to akurat masz wpływ, więc nie pozwalaj, by los kierował twoim życiem towarzyskim za ciebie. Im większą będziesz przejawiać inicjatywę, tym bardziej skorzysta na tym twoja samoocena.

Komentarze
Dodaj komentarz

Odpowiadasz jako: Gość

  1. kuku (Gość)

    ehhh... wszystko fajnie, ale jak wprowadzić te zasady w codziennym, zabieganym życiu? :(

  2. Agata (Gość)

    rzeczywiście,ten problem dotyczy też mojego współodczuwania siebie...raz juz udało mi sie dość sporo schudnąć rozumiejąc swój problem i nadając mu nazwę "Projekt AntyKromka" :-) szanowałam ciało,zero słodyczy i chleba,sera żółtego...wystarczyło,ubyło 16 kg i co? i d...pupa...bo przybyło 10 :-( czas wprowadzić AntyKromke :-) postsram się mocno,mocno :-)