Rozmiar tekstu: pomniejsz tekst resetuj tekst powiększ tekst drukuj

Neurotyczna potrzeba miłości

Miłość powinna wypływać z naszego pozytywnego stosunku do innych ludzi. Często jednak to, co nazywamy miłością, jest opartą na kłamstwie ucieczką przed lękiem, samotnością i brakiem poczucia bezpieczeństwa, a partner staje się jedynie narzędziem do spełnienia naszych neurotycznych potrzeb.

Według niemieckiej psychoanalityk i psychiatry Karen Horney, istnieją dwa rodzaje miłości:

  • postawa „potrzebuję cię, bo cię kocham”, czyli autentyczne, bezinteresowne, beztroskie uczucie, które wypływa z naszego szczerego oddania, akceptacji drugiej osoby i chęci wzajemnego obdarowywania się szczęściem, oraz

  • postawa „kocham cię, bo cię potrzebuję”, która zmusza nas do wikłania się w związki pozbawione autentyczności, w których podświadomie wykorzystujemy partnera do wypełnienia wewnętrznej pustki, ukojenia lęku i zapewnienia poczucia bezpieczeństwa, jednocześnie nie dając nic w zamian i żyjąc ułudą miłości.

Drzewo jako metafora miłości

By zobrazować różnicę pomiędzy tymi dwiema postawami, Horney posłużyła się przykładem drzewa jako metafory miłości. Dla beztroskiego dziecka, drzewo jest obiektem fantazji, a wspięcie się na jego obszerne konary jest porywem serca, fascynującym wyczynem, spontanicznym działaniem pozbawionym strachu i zahamowań. Im większe drzewo, tym lepiej, bo trzeba bardziej się starać i widok będzie przecież piękniejszy. Taka właśnie powinna być prawdziwa miłość.

Neurotyk nie szuka organicznej jedności z naturą, a chodzenie po drzewach jest dla niego pozbawione sensu. Nie zwraca uwagi na kształt liści, nie interesuje go zapach kory i nie dba o to, jaki widok roztacza się z góry. Wdrapie się na pierwszy lepszy konar tylko w sytuacji zagrożenia, by znaleźć schronienie i ratować swoje życie. Traktuje drzewo jedynie instrumentalnie.

Osobowość neurotyczna

Skoro mamy mówić o neurotycznej potrzebie miłości, warto wyjaśnić, czym właściwie jest neurotyzm. W dużym uproszczeniu, można go zdefiniować jako cechę osobowości charakteryzującą się nadmierną pobudliwością i chwiejnością emocjonalną, które mają swoje podłoże w permanentnie odczuwanym i często pozornie nieuzasadnionym lęku.

Osobowość neurotyczną charakteryzują również:

  • poczucie bezwartościowości,
  • wygórowane oczekiwania wobec innych,
  • zaburzony obraz świata i siebie,
  • chorobliwa potrzeba podobania się innym i spełniania ich oczekiwań,
  • wrogość wobec świata zewnętrznego,
  • paniczny strach przed odrzuceniem i krytyką,
  • przeświadczenie, że jest się nielubianym i nieakceptowanym,
  • postrzeganie innych jako wrogich i nieprzychylnych,
  • nieustające poczucie zagrożenia i bezsilności,
  • ogromna potrzeba miłości i poczucie, że jest się jej niegodnym,
  • brak umiejętności uczenia się na własnych błędach.

Źródeł neurotyzmu upatruje się w dzieciństwie pozbawionym bezwarunkowej miłości i wsparcia, w którym nie zapewniono dziecku poczucia bezpieczeństwa, nie nauczono lub nie pozwolono okazywać uczuć i nie wpojono poczucia własnej wartości.

Neurotyczne związki

Kiedy trawi nas lęk, uruchomione zostają mechanizmy obronne, a jednym z nich jest właśnie neurotyczna potrzeba miłości. Neurotyk potrzebuje partnera, by nie czuć w sobie pustki i bezustannie otrzymywać zapewnienia o swojej wartości. Ta motywacja popycha go w toksyczne związki z kimkolwiek, kto jest w stanie zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. Lecz takie antidotum na lęk działa pod jednym warunkiem – gdy jest dostępne w dużych ilościach i na żądanie, najlepiej nieustannie.

Neurotyk snuje pewnego rodzaju fantazje na temat świata i partnera, a kiedy ci postępują niezgodnie z „wytyczonym” planem, traci grunt pod nogami i znów pojawia się lęk. Uśmiechaj się, bądź zawsze przy mnie, kochaj mnie, adoruj i rozpieszczaj – związek neurotyka to niekończąca się lista wyobrażeń o tym, jak powinien zachowywać się partner, a kiedy ten nie spełnia oczekiwań choć przez chwilę, do głosu dochodzi strach i poczucie odrzucenia. Neurotyk obsesyjnie obawia się o trwałość związku i zdrowie partnera, gdyż boi się zostać sam, wątpi w szczerość uczuć i zapewnienia o atrakcyjności.

Jednocześnie, osoba neurotyczna uważa, że nie jest kochana bezinteresownie i boi się, że zostanie porzucona jeśli nie będzie spełniać oczekiwań, a to z kolei budzi lęk i pogłębia zależność emocjonalną. Staje się wtedy nadmiernie uległa, a potem oskarża partnera o zniewolenie i, paradoksalnie, odrzuca wszelkie autentyczne przejawy miłości, by uwolnić się od takiej relacji. Jednak jej zerwanie oznaczałoby pozbawienie się źródła poczucia bezpieczeństwa i narażenie na samotność. Dlatego też neurotyk tkwi w dysfunkcjonalnym związku, nie dając i nie potrafiąc przyjmować miłości.

Niekończące się wymagania

Osobowości neurotyczne nie tolerują wad. Ciągle znajdują w innych niedociągnięcia, które próbują zmieniać i trudno je zadowolić. Nie potrafią kochać bezwarunkowo choć same takiej postawy oczekują, a im bardziej pragną miłości, tym więcej stawiają warunków, które ją uniemożliwiają. Aby przywiązać do siebie partnera, często stosują szantaż emocjonalny, wzbudzają litość, a w skrajnych przypadkach grożą nawet samobójstwem. Często są chorobliwie zazdrosne i pragną posiadać nieograniczona kontrolę nad swoim partnerem (chociaż w tym przypadku słowo partner nie wydaje się odpowiednie). Wykorzystują innych dla własnych potrzeb, nie biorąc pod uwagę ich autonomii oraz nie tolerując odmienności.

Zamknięte serca

Osoby neurotyczne nie potrafią kochać, bo ich serca są skute lękiem przed odrzuceniem. Na dnie ich duszy tkwią „mroczne sekrety” (traumy i błędne wyobrażenie o sobie), których boja się ujawnić, nie potrafią otworzyć się na czystą, bezwarunkową miłość, bez wstydu i zahamowań. Nie można podarować komuś serca, gdy boimy się, lub wręcz jesteśmy przekonani, że zostanie zranione.

Otwieranie serca na miłość

Miłość nie jest lekiem na całe zło, zwłaszcza gdy choruje nasza dusza. Owszem, daje siłę i motywuje do działania, ale to my sami musimy rozprawić się z duchami przeszłości. Żeby stworzyć zdrowy związek, trzeba przede wszystkim uzdrowić i zaakceptować siebie, bo przecież kochamy bliźniego, jak siebie samego.  

Miłość polega na pokazaniu drugiej osobie swojej prawdziwej twarzy, ze wszystkimi jej niedoskonałościami, a to wymaga odwagi. Poczucie wartości i bezpieczeństwa musimy czerpać z własnego wnętrza, a nie uzależniać je od wymyślonego przez nas obrazu innych ludzi, który często pęka, jak bańka mydlana, zostawiając nas pogrążonych w lęku, rozczarowaniu i bezsilności.

Jeśli chcesz naprawdę kochać, zdejmij ochronną zbroję, przestań czekać na cios i otwórz się na drugiego człowieka ze wszystkimi jego niedociągnięciami. Zamiast kontrolować wszystko i wszystkich wokoło, znajdź w sobie spontaniczność dziecka, odrzuć scenariusze i nie bój się pokazać własnych słabości.

Komentarze
Dodaj komentarz

Odpowiadasz jako: Gość

  1. aga (Gość)

    Kurcze, ja chyba jestem naurotyczką. co prawda dom mam normalny i kochajacych rodzicow, ale mam cos takiego o czym tu pisza. moze nie jestem chorobliwie zazdrosna, ale reszta jakby sie zgadza- snuje plany, ukladam scenariusze, nie ufam i wymagam dosc duzo od partnera..
    Madry artykul. dziekuje za jego zamieszczenie i przede wszystkim za ostatni punkt " Otwieranie serca na miłość"- niewiele artukulow konczy sie radą, tu byla ona moim zdaniem bardzo potrzebna.

  2. anka (Gość)

    Dawno, bardzo dawno, nie czytałam tak rzeczowego, mądrego artykułu w internecie. Widać, że autor wie o czym pisze, a nie tylko leje wodę. Świetny artykuł, przemyślany od początku do końca.

  3. anka (Gość)

    Aha, jeszcze jedno. Nie wiem czy autorka tego artykułu czyta komentarze, raczej wątpię, ale zabrakło mi w tym artykule odpowiedzi na jedno pytanie: czy neurotyk jest skazany na wieczne bycie neurotykiem? czy sumienna psychoterapia może jedynie "złagodzić" neurotyczne cechy osobowości, czy z neurotyka może jeszcze być szczęśliwy człowiek?

  4. Mia

    Oczywiście, że czyta. Odpowiadając na pytanie ... postawa neurotyczna najczęściej wynika z głęboko zakorzenionych, błędnych i długo "pielęgnowanych" przekonań na temat siebie i świata zewnętrznego. Towarzyszący jej lęk jest trudny do stłumienia, bo nie dotyczy sytuacji rzeczywistej. Na nic pokazywanie neurotykowi, że jego niepokój jest bezpodstawny, gdyż jego obraz świata jest przepełniony poczuciem winy, bezwartościowości i przekonania o czyhających na każdym kroku zagrożeniach. Nie jest to łatwa sytuacja, ale z całą pewnością jest z niej wyjście, a zacząć trzeba właśnie od wiary w to, że uda nam się pokonać własne słabości. To właśnie pesymizm i czarna wizja przyszłości leżą u podstaw irracjonalnego lęku, a możliwość odczuwania szczęścia tkwi w każdym z nas... czasami trzeba tylko je przedefiniować. Dlatego długotrwała, dobrze prowadzona terapia kognitywno-behawioralna jest w stanie zdziałać cuda. Neurotyk sam musi „rozpracować” działające w nim mechanizmy, wpaść na trop własnych lęków, zrozumieć, że są bezpodstawne i zbudować wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, niezależne od innych osób. Gdy zniknie strach, nawet zza najczarniejszych chmur wyłoni się szczęście. Na pewno nie każdemu uda się o nerwicy zapomnieć, ale nowy obraz siebie i zrozumienie własnych reakcji pozwoli odpierać jej ataki i być prawdziwie szczęśliwym. Bardzo często osoby, które pokonały chorobę są bardziej odporne na niepowodzenia i życiowe ciosy niż ci, którzy przez całe życie przeszli z uśmiechem na ustach.

  5. Ona (Gość)

    Ja jeste osobą ktora od lat jest neurotykiem wlasciwie od kiedy pamietam i wcale nei jest latwo z tego wyjsc a powiedzenia w stylu ze trzeba sie wziac w garsc i cos sobie postanowic wogole nie dzialaja to sie tak tylko latwo mowi a nie da sie tak poprostu przez nastawienie zmienic czegos co jest od nas nie zalezne radze troche wiecej zrozumienia to jak kazac osobie z depresja byc poprostu szcesliwym i sie usmiechac a przeciez wlasnie na tym polega choroba ze sie tego nie moze zrobic :/

  6. kera (Gość)

    Ja tez pozytywnie oceniam artykuł, choć to subiektywna opinia. Od 15 lat jestem z kobietą i właśnie chyba znalazłem idealne "określenie" stanu ducha mojej wybranki. Nieświadomie próbowałem wielu rzeczy, zapewnień, głaskania, chwalenia etc. i jestem chyba już wypalony co do dalszej pracy. Pewnie, ja też nie ideał. Pozdrawiam.
    ps. nie myślę i nie mam innej kobiety - ja z tych co aż po grób :)

  7. grzeg27 (Gość)

    Witam szkoda że tak późno trafiłem na ten watek.Pokrótce opowiem wam moją historie.Mam 36 lat jestem po rozwodzie mam dwie córki 12 i 13 lat,z żona rozstalismy sie bo nie byliśmy szcześliwym małżeństwem ale nasze stosunki są poprawne moje córki też na tym nie ucierpiały zbyt mocno bo nadal czują sie kochane przez mnie. 10 miesięcy temu poznałem
    Age pokochaliśmy sie na prawde było nam ze sobą dobrze i byliśmy ze soba szcześliwi ja nigdy jeszcze nigdy nie byłem tak szcześliwy jak z nia a jej nigdy nie było z nikim tak dobrze jak ze mną.Wszystko układało sie dobrze ale ona miała czasami dziwne stany bała sie przedstawic mnie rodzicom, niechciała żęby wiedzieli o nas w jej pracy i niechaciała żadnych niespodzianek, bała sie ze rodzice mnie nie zaakceptuja bała sie gdy kiedys czekałem na nia po pracy wieczorem koło jej domu i no i w koncu zaczało sie wszystko psuć pewnego dnia odeszła mówiac żę bardzo mnie kocha ale nie widzi ze mna przyszłóści bo jest zazdrosna o moje córki troche sie zdziwiłem bo myśląłem ze je zakceptowała one tęz ja bardzo polubiły pierwszy raz życiu widziały jak byłem uśmiechniety i szczęśliwy... minoł tydzień starałem sie jej unikac dać czas na przemyslenia pojechała do warszawy zadzwoniłem do niej powiedziała że bardzo teskni i z emnie kocha... Poźniej znowu cisza w spotkaliśmy sie w piatek znowu byliśmy razem powiedziała że mnie bardzo kocha i postanowiliśmy nastepny wieczór spędzić u niej w domu pierwszy raz po pół roku rodziców nigdy nie poznałem tylko chwile widziałem ojca,było fajnie ale
    nastepnego dnia znowu cisza i znowu zaczęła mnie unikać, nie wytrzymałem i w czwartek pojechałem do niej powiedziała że nie widzi ze mna przyszłości nie rozumie dlaczego jestem dumny ze swoich córek i ze mam sobie szukać szcześcia gdzie indziej.Nie wytrzymałem wtedy wszystkie moje emocje które nagromadziły się w mnie musiały znaleść ujście byłem na nia taki zły że tak bardzo mnie zawiodła,żę tak bardzo ja pokochałem a ona mnie odzuciła... czułem jak zero zaatakowała moje córki które sa najlepszymi uczennicami w całej szkole... w złości spościłem jej powietrze z kół i sie zaczeło....
    Nastepnego dnia że chce ją zabić paranoja nigdy bym jej nie skrzywdził, bardzo sie z tym źle czułem miałem takie wielkie poczucie winy bardzo cierpialem wpadłem w taki stan że wiedziałem gdzie jestem... i popelniłem następny bład wyladowałem w szpitalu zeby pokazac jak bardzo cierpie i wzbudzic litość ....
    Teraz wiem ze to był szantaz emocjonalny i mój największy bład.Ona bardzo to przeżyła ja też
    Po wyjsciu ze szpitala zrozumialem co było powodem mojego zachowania poczucie niskiej wartosci samego siebie duzo nad soba pracowałem i to zmieniłem.I duzo innych jeszce rzeczy w sobie zmieniłem jak dobrze jest mieć swiadomośc samego siebie zmienić wzorce zachowania.Spotkalismy sie po jakiś 2 tygodniach powiedziala że nigdy mi nie wybaczy i nigdy nie bedziemy razem po jakimś czasie spotkaliśmy sie na imprezie i zaczelismy sie ze sobą bawić było fajnie pozwoliła sie nawet odwiesć do domu i przytulić powiedziała że nie jestem jej obojetny... Nastepnego wieczoru znowu spotkalismy sie na imprezie i zaczelismy sie ze soba bawić i było znowu miło dopóki niechciała zmienić klubu chcciałem iść z nią a ona że nie i żebym spie...
    dalem spokój.. nastepny miesiąc znowu walka na sms na spokój że ona sie mnie boi itd... Po świetach spotakliśmy jakoś ja ubłagałem żeby porozmawiać przyjechała powiedziała że mnie juz nie kocha i żę jak ja naprawde kocham to żebym pozwolił jej odejść no to pozwoliłem dałem spokój zero kontaktu przez 3 tygodnie w była u mnie w tamtym tygodniu było naprawdę fajnie tak jak kiedyś jak byliśmy ze sobą nawet zaczęliśmy sie ze sobą droczyć przekomarzać siłować prawie wylądowaliśmy w łóżku i nagle znowu to przyszło że co ja robie żebym siebie za duzo nie wyobrażał i że żle sie to dla niej skończy... próbowałem z nia znowu nawiazac kontakt zeby o tym wszystkim co dzieje sie wiedzy nami porozmawiac ona na to że daje mi palec a ja chce cała rękę chce żeby mi znowu zaufała a ona że raz miałem szanse...... Dużo czytałem teraz wiem że jest neurotykiem ma wiekszość tych cech....Boi sie mi zaufać.Wszystkie przejawy miłóści traktuje jako atak na siebie... Teraz znowu jesteśmy na etapie że ja bardzo chce miec z nią kontakt a ona bardzo niechce znowu wojna...
    Co myślicie o tym wszystkim czy nasz związek można reanimować?Ma jakieś szanse na przyszłość.

  8. gugusia2005 (Gość)

    Jestem neurotyczką i mam wszystkie tego objawy mam 4 lata męża i regularnie go ranie przy tym cierpi nasze 3letnie dziecko. Niestety tacy ludzie jak my neurotycy powinniśmy się leczyć, ale jest jeszcze coś mężczyźni powinni nam pomóc zrozumieć być bardziej wyrozumiali Kochać mimo wszystko nie poddawać się, mimo że jest ciężko. Moja rada walczyć dobrocią przekonywać ją o tym że jest wartościowa i przede wszystkim być cierpliwym

  9. roman (Gość)

    Mam wrazenie ze moja zona jest neurotyczką, zamieszczony artykul daje mi podstawy do takiego zalozenia... Jak zaczac jej pomagac? od czego zaczac? Czy najpierw jej to musze uświadomic?

  10. gosia (Gość)

    Polecam książkę " Neurotyczna osobowość naszych czasów"

  11. Echo (Gość)

    Jestem neurotykiem, ale jedna rzecz mi tu nie pasuje: uwielbiam drzewa.

  12. leonik (Gość)

    Też jestem neurotykiem, ciągle wydaje mi się, że muszę być wspaniały, po to żeby uzyskać miłość, choć wobec przyjaciół czy innych ludzi nie mam takiego przymusu. No i ten lęk przed odrzuceniem (ale tylko w relacjach damsko-męskich)...
    Ale z kolei ja od siebie daje bardzo dużo i nie mam jakiś ogromnych wymagań. Także dziwn jest ten mój neurotyzm.

  13. kika (Gość)

    A ja mam męża neurotyka, nie potrafi mnie nigdy pochwalić, zawsze krytykuje i wymaga, nie dając nic w zamian.Nie przytula nie mówi, że kocha, a jak grożę ,że odejdę, mówi, to idź się pakuj. Zaczynam pomału wpadać przy nim w depresję i będę się leczyć, bo zaczynam się przy nim czuć jak śmieć, jak widzę inne, szczęśliwe pary to łzy mam w oczach. Szczerze mówiąc ,po tym jak mąż mnie trzktuje NIGDY NIEUWIERZĘ W MIŁOŚĆ.

  14. Kuba (Gość)

    Kurde jak tak sobie to czytam to wreszcie rozumiem. Ja nie chce taki byc, ale im bardziej sie zagłębiałem w ten artykuł tym bardziej z każdą linijką zaczynałem wątpic ze mi się uda z tego wyjśc. Sam nie wiem już co robic.

  15. Kuba (Gość)

    Najgorzej zdac sobie z tego sprawę że wszystko to co czułem czuje i będę czuł jest kłamstwem :(

  16. Neurotyczka (Gość)

    WYMAGA TO SPECJALISTYCZNEGO LECZENIA,CZY MOŻNA SAMEMU SOBIE Z TYM PORADZIĆ?PROSZĘ O POMOC.O PRZYKŁADY JAK Z TEGO MOŻNA WYJSC.NIE CHCE TAK DŁUŻEJ ŻYĆ,A RÓWNIEŻ NIE CHCIALABYM ODRAZU ODDAĆ SIĘ W RĘCE Z SPECJALISTÓW.MUSZĘ SAMA SIĘ Z TYM NAJPIERW ZMIEZYC.

  17. kaka (Gość)

    Można sobie z tym samemu poradzić. Jestem tego przykładem. Miałam 25 lat gdy w końcu dotarło do mnie, że coś jest ze mną "nie tak". Że wcale nie jestem wyjątkowa tylko świat mnie nie rozumie. Że to nie inni, nie świat, nie okoliczności są winni moim niepowodzeniom osobistym i zawodowym. Przeczytałam kilka lektur psychologicznych i dzięki nim zrozumiałam w czym tkwi mój osobisty problem. Zaczęłam dążyć do zmian moich fałszywych przekonań na temat siebie, świata, ludzi, relacji między ludźmi. Przede wszystkim trzeba pokochać siebie. Zaakceptować siebie, przestać siebie oceniać - nie krytykować się w myślach ani nie wywyższać, po prostu zaakceptować, że jesteśmy sobą. Przestać brać do siebie to, co myślą/ pomyślą i nas inni, bo to co mówią nie jest o nas! To co inni o nas myślą jest odzwierciedleniem tego jak postrzegają samych siebie. Trzeba koniecznie zerwać znajomości z ludźmi którzy ciągną nas w dół. Ludźmi, którzy pocieszają się tym że nam też jest źle a nie cieszą się z naszych radości i powodzeń. Spokojnie jeśli macie przy sobie tylko takich ludzi, zmieniając nastawienie jak magnes zaczniecie przyciągać ludzi życzliwych. Ludziom życzliwym spokojnie można mówić o tym, że pracujemy nad sobą, zwierzać się ze swoich problemów a okaże się, że i oni się otworzą i zrozumiemy, że wszyscy są tacy jak my - niedoskonali, z problemami :) Trzeba mieć także odwagę odejść od tego co nie czyni nas szczęśliwymi. Mieć odwagę zakończyć bezsensowne związki, zmienić pracę, powiedzieć innym co nam nie odpowiada. Należy zająć się jakąś aktywnością, hobby i wykonywać ją regularnie, to poprawia samopoczucie i sprawia, że czujemy się bardziej wartościowi. Zamiast wymagać od innych zacząć wymagać od siebie. Wtedy naturalnie przyciągniemy osoby podobne do nas.
    Dziś mam 28 lat i jestem całkiem inną osobą. Wiem co to znaczy kogoś prawdziwie kochać, mieć poczucie własnej wartości, być szanowanym pracownikiem. Dlatego że miałam odwagę przyznać się że mam problem i chcę się zmienić. Nie ma ludzi idealnych, są ludzie którzy się rozwijają lub nie.

  18. Lamia (Gość)

    Bardzo trafnie napisane. Ja także zmagam się ze swoim neurotyzmem. Uświadomienie sobie że jestem neurotyczką, zrozumienie tych mechanizmów niczego nie zmieniło. Strasznie męczę się ze sobą. Wiem że kluczem jest samoakceptacja ale nie wystarczy postanowić lubić siebie. Ja siebie nie lubię i nie zmienię tego, nie umiem. Najgorsza jest ta pustka - ciągle chce się ją zapełnić: towarzystwem, miłością, jedzeniem, skubaniem dłoni - koszmar.

  19. dr.ewa (Gość)

    winą-brak miłosci rodzicow-to straszne a życie z neurotykiem to koszmar-ale chce zaryzykowac-jestem zrównoważona emocjonalnie, spokojna i bedę jego terapeutką-matką Teresą-ciekawe jak dlugo?

  20. Iga (Gość)

    Ja też jestem stuprocentową neurotyczką, właśnie kolejny raz zakończył sie mój związek z neurotykiem. Strasznie mi cieżko ze sobą wytrzymać, mam pełna świadomość swoich zachowań neurotycznych i nic ńie moge z tym zrobić. Uwikłałam się w toksyczny związek który trwa prawie piec lat, kurczowo trzymam się partnera, który mnie nie szanuje i obraża. Właśnie straciłam pracę, święta spędzę sama. Nie umiem poradzić sobie z lękiem, to jest przerażajace, gdy jest się sparaliżowanym przez strach. Co dalej robic ze sobą ?

  21. Justyna (Gość)

    Witam! mam 34 lata.Widzę tu komentarze z przed kilku lat. Czytam coraz więcej na tematy dotyczące neurotyzmu i DDA. Niedawno zdałam sobie dotkliwie sprawę, że czas zmienić, albo bynajmniej próbować zmienić siebie. Mój najgorszy problem to ta nie akceptacja siebie, nie kochanie siebie, negowanie i potężne pragnienie miłości, tej prawdziwej. Jestem w związku, a w zasadzie byłam, bo rozpadło się przeze mnie. Widząc jaki oddany może być ktoś dla mnie, jak bardzo zabiega o mnie, daje samą dobroć i zainteresowanie, chęć bycia ze mną, we mnie odzywa się inna 'JA'' ta, której nie lubię!!! nie akceptuję, i która popsuła mi coś, co tak pięknie się zapowiadało. Bo kto by wytrzymał z kimś takim , kto cały czas negował siebie w każdy możliwy sposób, mówił o sobie negatywne rzeczy, ranił, podczas gdy ta druga osoba dawała Ci tylko samą dobroć i czułość, zainteresowanie. nikt nie wytrzyma długo czegoś takiego, jak odpychasz kogoś od siebie, mówisz słowa których tak naprawdę nie chcesz wypowiadać, ale to się dzieje. można powiedzieć mimo naszej woli, górę bierze tu przeświadczenie , że i tak się nie uda, bo i tak mnie zostawi, ja nie zasługuję na miłość, nie można być dla mnie dobrym, takie samounicestwianie się, szkodzenie sobie, bo cały czas w środku jest to pragnienie , żeby ta druga osoba cały czas mówiła że tak nie jest i udowadniała Ci ze jesteś wart miłości, jesteś fajny, nie musisz z nikim się porównywać etc. to niszczy, zniszczyło mój związek, bo nikt kto daje tyle dobroci z siebie, nie znaczy że nie chce wzajemności, której u mnie zabrakło. ja bym tylko brała, ale nic nie dałam oprócz gderania że do niczego się nie nadaje do związku też i mało tego jeszcze chciałam żeby może on się sam domyślił i udowadniał mi to że się mylę. Ale dopóty dzban wodę nosi dopóki ucho się nie urwie. Mam tego czego chciałam albo czego chciała moja druga osoba we mnie, ta neurotyczka, zostałam sama ja i mój neurotyzm. chcę zmienić to, chcę wierzyć , że można mnie kochać i że nikt niczego mi nie musi udowadniać, że jestem warta czy nie jestem, nie chcę czuć lęku, panicznie bać się już na początku ze to się nie uda, zniszczyć to swoje czarnowidztwo, bo ''neurotycznie'' życie przecieka mi przez palce, a ja nie daję się kochać, tylko odpycham, potem koło się zamyka, znów jestem sama, sama i nieszczęśliwa bo sama.......

  22. gość (Gość)

    Justyna, daj sobie czas, pierwszym krokiem do poprawy jest diagnoza, którą Ty znasz i to świetnie, bo krzywe zwierciadło to cecha neurotyków, nasza cecha... Ty właśnie skreśliłaś pierwszą pozycję z listy "ZMIANA". Zrób tak jak "kaka", czytając jej komentarz ciągle kiwam głową, ja też mam część przemian za sobą. Sięgnij po książkę psychologiczną, artykuł, psychoterapię. Musisz po pierwsze odnaleźć źródło problemu, dzieciństwo, deficyt miłości, pierwszą osobę,która sprawiła, że czułaś zagrożenie (najprawdopodobniej rodzic). Zmierzyć się z tymi duchami, objąć sama siebie, popłakać i powiedzieć do drugiej siebie "to nie Twoja wina, to Ciebie skrzywdzono", celując własnie w akceptację, pogódź się z tym kim jesteś, następnie każdą sytuację która przyczyniła się do odejścia partnera analizuj, od przyczyny,przez przebieg, do skutku , najlepiej pisz na kartce wszystko. widząc to z perspektywy osoby trzeciej zrozumiesz, że to irracjonalne, poczujesz ulgę patrząc na to z dystansem. i tak z wszystkim. dużo czasu, dużo pracy, samokontroli, ale to jest do przejścia. najpierw uwierz, że dasz radę. z tą wiarą naprawdę dasz :)

  23. Gościówa (Gość)

    A jeśli potrzebuję bo kocham i kocham bo potrzebuję?