Rozmiar tekstu: pomniejsz tekst resetuj tekst powiększ tekst drukuj

Nie płać słono za kurczaka

Producenci mięsa mają pewien sekret, z którego niewiele osób zdaje sobie sprawę. Bardzo często paczkowany drób i wieprzowina “wzbogacane” są płynnym roztworem wody i soli, za który przychodzi nam rzeczywiście słono płacić.

Jeśli kupujesz paczkowany drób, zwróć uwagę, czy na etykiecie maleńkim druczkiem nie widnieje roztwór soli, którym szpikuje się na przykład piersi z kurczaka, by nadać im delikatności i „pulchnego” wyglądu. Taki 10-procentowy roztwór to aż 60 mg sodu w jednym filecie! Nie wspominając już o tym, że płacisz za dodatkową wagę.

Taka praktykę rozpoczęto mniej więcej w latach 70-tych. Producenci drobiu używają specjalnego sprzętu z setkami malutkich igiełek, które wstrzykują w mięso płynny roztwór wzbogacający smak. Producenci zapewniają, że kupujący tego właśnie chcą i dosalanie mięsa domowymi sposobami podobno ustępuje tej technologii. Jednak różnica w zawartości sodu może być zatrważająca – nawet do 500mg w porównaniu z 75mg w mięsie niesolonym.

Najgorsze jest jednak to, że konsumenci nie zawsze są w stanie decydować o tym, jakie mięso kupują, gdyż nie istnieją w tej materii żadne reguły odnośnie etykietowania. Zawsze warto jednak spojrzeć na drobny druczek. Jeśli jest w nim wzmianka o roztworze soli lub wzbogacaniu bulionem, może to oznaczać, że filet zawiera nawet do 15% wody i mnóstwo niepotrzebnego sodu. Taką ewentualność trzeba też koniecznie wziąć pod uwagę doprawiając mięso w domu. Może się okazać, że fundujemy sobie podwójną dawkę nadprogramowej soli.

Komentarze
Dodaj komentarz

Odpowiadasz jako: Gość