Rozmiar tekstu: pomniejsz tekst resetuj tekst powiększ tekst drukuj

Obżarstwo napadowe

W czasie ataku pochłaniają niewyobrażalne ilości jedzenia. Nie czują głodu. Jedzą, by wypełnić pustkę emocjonalną, a potem, by uciszyć wyrzuty sumienia. Jak wygląda życie osób dotkniętych zespołem napadowego objadania się, jakie jest podłoże zaburzenia i co zrobić, gdy jedzenie staje się narzędziem autodestrukcji?

Czym jest zespół napadowego objadania się?

O zaburzeniu mówi się BED (z ang. Binge Eating Disorder) lub „obżarstwo napadowe” i często myli z bulimią. Ich wspólnym mianownikiem jest tzw. jedzenie kompulsywne, czyli regularne epizody niekontrolowanego pochłaniania pokarmów, ale różni je przebieg ataków.

BED charakteryzuje brak zachowań kompensacyjnych następujących bezpośrednio po napadzie obżarstwa, takich jak wywoływanie wymiotów, użycie środków przeczyszczających, stosowanie głodówki i nadmiernych ćwiczeń fizycznych. Dlatego też u osób dotkniętych zaburzeniem bardzo często stwierdza się sporą nadwagę i stany depresyjne spowodowane brakiem akceptacji.

Specjaliści nalegają też na odróżnienie BED od kompulsywnego przejadania się (COE- z ang. Compulsive Overeating). W tym przypadku różnica polega głównie na stosunku do jedzenia i rodzaju spożywanych pokarmów.

COE jest porównywane do uzależnienia, w którym objadanie się jest realizacją wewnętrznego przymusu. Zaburzenie nie przybiera formy ataków obżarstwa. Charakteryzuje się raczej ciągłą potrzebą jedzenia, niekoniecznie olbrzymich porcji. Osoby, których dotyczy ten problem często fantazjują na temat jedzenia, przywiązują wagę do smaku i wykazują tendencję do wybierania coraz bardziej kalorycznych produktów (rosnąca tolerancja zdaje się potwierdzać nałogowy charakter zaburzenia).

Z kolei osoby cierpiące na BED nie mają obsesji na punkcie jedzenia i nierzadko wstydzą się spożywać posiłki przy innych. Choć epizody jedzenia napadowego są bardzo często planowane i poprzedzone świadomymi zakupami, podczas ataku smak czy forma jedzenia nie mają absolutnie żadnego znaczenia i najczęściej zjedzone zostaje wszystko, co znajduje się w zasięgu rąk, nawet w najbardziej absurdalnych kombinacjach.

BED nie ma również wiele wspólnego z zajadaniem tymczasowego stresu, które może co prawda charakteryzować się niekontrolowanym spożyciem pewnych pokarmów, ale w przeciwieństwie do zaburzenia, w większości przypadków przynosi ulgę i nie występuje regularnie. Osoba cierpiąca na BED nie znajduje ukojenia w jedzeniu, a chwilowe uczucie spełnienia natychmiast zostaje zdławione przez wstręt i wyrzuty sumienia.

Jak przebiega atak obżarstwa napadowego?

Charakterystyczne dla napadowego objadania się jest to, że zapalnikiem nie jest fizyczny głód lecz wszelkiego rodzaju emocje, od szczęścia i zadowolenia po złość, smutek, zdenerwowanie czy znudzenie. Pacjenci mówią o uczuciu napięcia, które poprzedza ataki i nieopanowanej potrzebie rozładowania go przy pomocy jedzenia.

Wtedy rozpoczyna się walka z sobą, chwila świadomości tego, co może zaraz nastąpić i obietnic, że się do tego nie dopuści. Już po chwili, niczym w transie, napełnia się wózek produktami niewymagającymi przygotowania lub desperacko przeczesuje domowe szafki z jedzeniem.

Osoby dotknięte BED nie patrzą na jedzenie, nie smakują go, nie kładą na talerzu i nie celebrują posiłku. Wpychają do ust duże kawałki i połykają bez dokładnego pogryzienia. Jedzą bez opamiętania, często nie przestając nawet wtedy, gdy pojawia się dyskomfort związany z przejedzeniem. W trakcie ataku zjedzonych zostaje nawet do kilku tysięcy kalorii.

Gdy zapasy zostają wyczerpane lub pojawiają się przykre objawy gastryczne, przychodzi chwila trzeźwości. Fizyczne ukojenie trwa bardzo krótko, a w jego miejsce pojawia się bezsilność, wyrzuty sumienia i wstręt do samego siebie. Poczucie winy i świadomość przegranej sprawiają, że po raz kolejny rodzi się napięcie... napięcie, które prędzej czy później zostanie rozładowane jedzeniem.

Jakie jest podłoże zaburzenia?

Nie jest do końca pewne, co wywołuje zespół napadowego objadania się, ale można ogólnie stwierdzić, że jest to kombinacja czynników dziedzicznych i środowiskowych. Na podstawie badań wyodrębniono pewną grupę przyczyn, do których należą:

  • niskie poczucie wartości, strach przed odrzuceniem i niezaspokojone pragnienie akceptacji, które rodzą nieznośne poczucie bezsilności - jedzenie już od najmłodszych lat kojarzy nam się z matczyną opieką, daje poczucie bezpieczeństwa, pomaga zapomnieć o problemie i wypełnić wewnętrzną pustkę;

  • brak umiejętności radzenia sobie z emocjami – jedzenie pomaga rozładować narastające napięcie;

  • traktowanie jedzenia jako namiastki miłości – osoba, która czuje się niekochana je, by zrekompensować sobie samotność;

  • stany depresyjno-lękowe;

  • stres;

  • zaburzenia w produkcji serotoniny;

  • niechęć do seksu – kobiety, które obawiają się seksu, mogą podświadomie dążyć do nieatrakcyjności, by otstraszyć potencjalnych partnerów.

Należy jednak pamiętać, że wszystkie wymienione powyżej czynniki mogą mieć głębokie podłoże psychologiczne i być „odpowiedzią” na:

  • konflikty i patologie rodzinne;

  • przemoc fizyczną lub wykorzystywanie seksualne w przeszłości;

  • wygórowane oczekiwania ze strony rodziny, dążenie do perfekcjonizmu;

  • kult szczupłości, wysokie oczekiwania ze strony społeczeństwa.

Jakie jest ryzyko powikłań?

Osoby cierpiące na tego typu zaburzenia odżywiania narażone są na wiele powikłań natury fizycznej i psychologicznej. Najczęstsze z nich to:

  • depresja i bezsenność

  • niedobory składników odżywczych,

  • choroby serca,

  • artretyzm,

  • cukrzyca,

  • otyłość,

  • zapalenie pęcherzyka żółciowego.

Gdzie szukać pomocy?

Specjaliści dokładają wszelkich starań, by opracować optymalną metodę leczenia zespołu napadowego objadania się. W chwili obecnej złożoność zaburzenia nakazuje podjęcie przynajmniej kilku, a nawet wszystkich z następujących kroków:

  • Psychoterapia psychodynamiczna (analityczna)

Ten rodzaj terapii polega na rozwiązywaniu nieuświadomionych konfliktów emocjonalnych. Często zdarza się, że wypieramy do podświadomości przeżycia, pragnienia i fantazje, a jedzenie staje się mechanizmem obronnym, który nie dopuszcza tych zagrażających informacji do świadomości. By rozprawić się z chorobą, musisz odkryć źródło lęku i zdemaskować czynniki wywołujące ataki. Taka terapia pozwoli ci zajrzeć w głąb siebie i uświadomić sobie, że przykre doświadczenia z przeszłości wcale nie muszą budzić obaw.

  • Terapia poznawczo-behawioralna

Ten rodzaj terapii opiera się na założeniu, że zaburzenia psychiczne są wyuczonymi schematami zachowań. W trakcie sesji wypracujesz nowe reakcje na bodźce. Nauczysz się kontrolować emocje i radzić sobie z pojawiającą się nagle potrzebą rozładowania napięcia jedzeniem. Kluczem jest zmodyfikowanie aktualnego widzenia problemów i ukształtowanie nowych zachowań.

  • Terapia interpersonalna

Ten rodzaj terapii opiera się na założeniu, że zaburzenie wynika z zakłóconych relacji z otoczeniem. Błędne postrzeganie roli w społeczeństwie i niesatysfakcjonujące relacje z ludźmi stanowią podłoże wielu zaburzeń. Celem terapii jest zmienić wpływ więzi emocjonalnych na objawy, a zatem zbudować w tobie poczucie bezpieczeństwa i wartości, które nie będą zależne od otoczenia.

  • Terapia farmakologiczna

W wielu przypadkach skuteczne okazuje się zastosowanie środków antydepresyjnych.

  • Współpraca z dietetykiem

W procesie leczenia istotna będzie z pewnością utrata wagi. Dietetyk doradzi ci, co jeść, by schudnąć i jakie produkty wybierać, by zapobiegać nagłym napadom wilczego głodu.

  • Praca własna

Wiele możecie zrobić też sami. Otaczajcie się ludźmi, którym ufacie, unikajcie bezczynności i długotrwałego przebywania bez towarzystwa.

Co najważniejsze, walczcie ze wstydem. To stosunkowo niewielka cena za spokój wewnętrzny, który możecie osiągnąć.

Podjęcie leczenia nie jest sprawą łatwą, gdyż zażenowanie, poczucie bezsilności i strach przed tym, że ktoś odkryje wstydliwy sekret często powstrzymują nas przed zgłoszeniem się do specjalisty.

Osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania mogą nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że potrzebują pomocy, albo zwyczajnie jej nie chcą, bo, paradoksalnie, jedzenie (lub jego unikanie w przypadku anoreksji) jest jedyną rzeczą, która daje im poczucie bezpieczeństwa i spełnienia... chociaż przez krótką chwilę.

Jeśli zauważyliście u siebie niepokojące objawy, nie bójcie się sięgnąć po pomoc. Pewnie trudno wam w to uwierzyć, ale czasami bardzo niewiele trzeba, by wypełnić wewnętrzną pustkę światłem, a bezsilność przekuć w nadzieję. Odwaga i praca nad sobą pod okiem specjalistów odmienią wasze życie, pozwolą zbudować poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. To naprawdę możliwe!

Komentarze
Dodaj komentarz

Odpowiadasz jako: Gość

  1. ma (Gość)

    mam to... mieszkam za granica od lat... i nie wiem do kogo sie zglosic po pomoc... probuje walczyc sama, ogarnia mnie wstyd... dziekuje za ten artykul... pomogl mi chodz troche zrozumiec siebie. Mozecie polecic jakas literature na ten temat?

  2. aniaaaina (Gość)

    wiem dobrze o czym mowa, znam to uczucie doskonale :/ najgorsze jest to poczucie winy po przejedzeniu i potem obietnica że tym razem się uda i zaczynanie kolejnej głodówki i nie jedzenie przez tydzień,dwa po to żeby któregoś dnia udac się znów do sklepu kupić masę rzeczy słodkich, kwaśnych, słonych, pikantnych łagodnych siąść w domu i jeść wszystko jak leci. Jest ulga 15 minutowa a potem niewyobrażalne poczucie winy że złamałam się i zaprzepaściłam ten tydzień w ktorym udało mi się wytrzymać :/ wszystko zaczeło się u mnie gdy chłopak mnie zostawił, kompletnie sobie z tym nie poradziłam, mam nadzieję że teraz mi się uda to przerwać bo pojawił się ktoś wspaniały i uwielbiam go i czuję przy nim znów spokój i bezpieczeństwo którego tak mi brakuje :-/ ehh dziewczyny 3mam kciuki jeśli macie też ten problem, 3majcie się, ja staram kontrolować siebie teraz, myśleć już rozsądnie i przede wszystkim o swoim zdrowiu bo wiem że to mi tylko szkodzi :) mam nadzieję że mi się uda to samej pokonać jeśli nie poszukam tym razem już pomocy w kimś innym bo tak chyba nie można żyć :(

  3. madzia (Gość)

    Prosze podajcie jakies linki,wiecej informacji.

  4. Mia

    Madziu, jakie informacje Cię interesują?

  5. GABRIELLE (Gość)

    Również znam ten problem.

  6. Majka (Gość)

    kurde chyba też to mam... zastanawiałam się właśnie nad pewną sprawą związaną z moim żywieniem. Bo często zdarza mi się tak, że jak wieczorem wracam do domu to nawet jak nie jestem głodna idę do lodówki. Nawet nie zdejmę butów, czy kurtki tylko od razu do kuchni. I jem jednocześnie np parówkę z jogurtem i jeszcze zagryzam czekoladą. Zastanawiałam się czy to czasem nie bulimia, ale nie, bo w bulimii to się prowokuje wymioty itp a ja tego nie robię, tylko żrę różności... to takie dziwne...no ale chyba potrzebuję pomocy w związku z tą przypadłością

  7. Mia

    Warto zacząć chociażby od dietetyka. Jeśli uzna, że twój problem to rzeczywiście nie tylko złe nawyki żywieniowe, podpowie ci co robić dalej, by uzyskać wsparcie terapeutyczne. Takie rzeczy się zdarzają i wcale nie świadczą o nas źle. Jeśli coś cię niepokoi, najważniejsze jest to, by działać i odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Pozdrawiam

  8. Justyna (Gość)

    Kurcze, a ja właśnie wychodzę z tego metodą prób i błędów. Znam już przyczynę zaburzenia, teoretycznie wiem jak z nim walczyć. Ale dzisiaj zdarzyło się. Nie mogłam spać w nocy z powodu poczucia braku miłości. Rano dostałam takiego napadu jakiego dawno nie miałam. Jadłam wszystko, makaron na surowo, surowe kluski, zimne mięso(czego ogólnie nie znoszę), wszystkie jogurty, rodzynki, a potem nawet cukier, cukier puder, proszek kisielu...Nawet chciałam jedzenie psa ze żreć. Całkowicie mi odbiło, zburzyłam coś nad czym długo pracowałam. To było rano, od tej pory piłam tylko wodę z cytryną, aby uporać się z ppproblemami gas

  9. Justyna (Gość)

    trycznymi. Nie wiem co mam jutro jeść, czy głodować. Boję się przytycia, tym bardziej że ostatnio mało jadłam :-( . Jedzenie jest moją namiastką miłości, dlatego gdy mi źle, sięgam po nie. Mam nadzieję że następnym razem dam sobie radę, ale nie wiem co z tymi zaległymi kaloriami będzie :-( . Zasze dbałam o siebie, a teraz nawet umyć włosów mi się nie chcę. Za bardzo brzydzę się sobą. Przepraszam za błędy ale jestem w stanie zburzenia, pisząc to. Pozdrawiam wszystkich co mają ten sam problem-Justyna.

  10. gosiak (Gość)

    witam :)
    ja mam ten sam problem jem wszystko i nie ważne co i w jakich ilościach ...urodziłam niedawno synka i karmie piersią , mąż wyjechał na 4 miesiące a ja do godziny 1.00 w nocy siedzę w lodówce i wcinam;/ co najdziwniejsze jestem chuda przed ciążą robiłam to samo i też nie tyłam, ale miałam wyrzuty , że tyle potrafiłam zjesc i obiecywałam sobie poprawe i nic przychodzi napad i nie ma takiej siły, żebym czegoś w dużych ilościach nie zjadła;/Wiem moje nawyki żywieniowe są okropne , ale nie potrafię ich zmienić;/

  11. AAAAAAAAAAAAAAAAAAA (Gość)

    Witam, jejku cały czas myślałam że to tylko ja mam taki problem i nawet nie myślałam że może to być choroba!!! Od lat szukam pomocy i bez skutku, nikt nie jest w stanie mi pomóc. Codziennie chce mi się płakać z tego powodu że żre jak świnia i nawet nie wiem dlaczego? czasami ot tak sobie bo nudno mi i nie mam z kim pogadać no i wtedy zaczynają się kursy do lodówki. w takich momentach to nawet jak już coś jest przeterminowane to nie czuje żadnego obrzydzenia tylko pakuje w siebie ile wlezie. Gdy tak żre nawet już smaku nie czuje. Po takim dniu gdy rano wstaje mam ochotę się zabić normalnie, jest mi strasznie ciężko nie mogę się ruszać, każde ubranie jakie założę opina się na brzuchu. Gdy widzę siebie w lusterku to płakać mi się chce!!!! cała zapuchnięta i gruba!!! wyglądam jak Fiona że Szreka!!!! Całe życie staram się odchudzać z tego względu że gdy byłam mała to miałam rozmiary olbrzymie i pamiętam do dziś jak dzieci śmiały się ze mnie!!! a teraz.... gdy już udało mi się schudnąć to mimo wszystko łapie jakieś dołki co prowadzi do tego że chce się zapaść pod ziemie no i jeść w samotności (żeby chociaż nikt mnie nie przyłapał) , zapominając ze znowu mogę być gruba. W tym roku przytyłam ponownie ok 10 kg, czuje się źle i ciągle płacze. Widząc to ze przytyłam wpadam w jeszcze gorszą panikę i dochodzę do wniosku ze nie uda mi się już nigdy schudnąć tak wiec topie smutki w czekoladzie, kiełbaskach i chlebkach itp itd.No i popadam w depresje, wariuje! To wszystko jest takie męczące!!! Od kilku lat wstaje z myślą ze od dzisiaj zacznę dietę, dobija mnie to. Oczywiście już brakuje mi silnej woli i żadna dieta nie pomaga mi. Nie wiem już co robić, kogo się poradzić i jak dalej żyć. Ja wiem że ludzie mają gorsze problemy ale nie mogę przysłaniać się problemami innych i myśleć ze ze mną nie jest jeszcze tak źle. Kurcze nawet jeżeli nikt tego nie przeczyta to jakoś mi ulżyło że mogłam wyrzucić to z siebie. Ale jeżeli ktoś ma chociaż jakikolwiek pomysł co zrobić, jak sobie radzić ? to proszę o podpowiedzieć. Bardzo mi na tym zależy!!! Boje się że kiedyś nerwy mi puszczą i źle to się skończy! POMOCY!!!

  12. Mia

    Dziewczyny, nie ulega kwestii, że potrzebujecie pomocy. Obżarstwo napadowe dotyka ludzi częściej niż wam się wydaje i z powodzeniem można je leczyć. Poszukajcie w naszej bazie lekarzy dobrego psychologa, który przyjmuje w waszej okolicy.

  13. atram (Gość)

    Właściwie to chyba też mam coś podobnego, chociaż nie mam pewności, czy to jest dokładnie to. Być może to początkowa faza, która w dalszej części może doprowadzić do zwiększenia objawów. Mój problem polega w zasadzie na tym, że "zażeram" problemy, poczucie samotności. W sytuacji stresowej od razu chce mi się jeść. Zdarzają się też napady wilczego głodu, choć nie zdarzyło mi się zjeść wtedy przeterminowanej żywności lub czegoś czego po prostu nie lubię. Raczej są to wybrane produkty:drożdżówki, ciasto, czekolada, świeże pieczywo. Niemniej jednak zdarza mi się podczas takiego napadu przegryzać kanapkę z szynką, czekoladą. Dziwna kombinacja. I na zdrowy rozum chyba wcale nie smaczna, ale jak widać chyba tak wtedy nie myślałam. Ostatnio niepokoi mnie też inny fakt-zdarza mi się podjadać w nocy-jedną, dwie, trzy kromki pieczywa bez dodatków. Nie wiem, czy to ma jakiś związek z tym, że tak właśnie się odżywiam, ale gdzieś od około dwóch lat obserwuję u siebie nadmierną senność w ciągu dnia, nawet wtedy gdy przespałam 8, 9 godzin w nocy. Na codzień zwykle śpię około 6 godzin, bo nie starcza mi czasu na więcej i notorycznie przysypiam w autobusie w drodze powrotnej do domu, zdarzyło mi się nawet przysnąć na kolokwium czy wykładzie. Na koniec chciałam powiedzieć, że mam 177 cm wzrostu i na dzień dziejszy ważę 81kg. Wiem, że to jest nadwaga, nie lubię siebie przez to jak wyglądam. Co robić?

  14. Mia

    Senność jak najbardziej może być skutkiem nieodpowiedniego odżywiania, ale może też wynikać z poważnych schorzeń (niedoczynność tarczycy, cukrzyca, bezdech senny, niedociśnienie, anemia i wiele innych). Stes z kolei u wielu osób powoduje zapotrzebowanie na słodycze. Niekoniecznie oznacza to jednak, że są chore. Proponuję udać się do lekarza rodzinnego, który pomoże ci ustalić przyczynę przewlekłego zmęczenia. Wyeliminuje pewne podejrzenia zadając odpowiednie pytania, a w razie potrzeby skieruje cię na badania. Piszesz, że masz nadwagę i nie akceptujesz swojego ciała. Taki stan rzeczy powoduje napięcia, które rzeczywiście mogą być podstawą zaburzeń odżywiania. Pamietaj jednak, że aktywnośc fizyczna i zdrowa dieta czynią cuda, zarówno w sferze fizycznej, jak i psychicznej. Bardzo często okazuje się, że sport jest najlepszym psychologiem. Nie znaczy to jednak, że należy zbagatelizować problem twoich napadów głodu. Jeśli nie wiesz, w jaki sposób powinnaś zmienić styl życia, pomoże ci w tym dietetyk. On też jest w stanie stwierdzić, czy w danym przypadku potrzebna jest pomoc psychologiczna. Trzymam kciuki i życzę powodzenia :)

  15. zamknięta (Gość)

    Ja niestety również znam to uczucie innym łatwo powiedzieć jedz mniej ale kiedy mam napady głodu nie liczy się jakość ale ilość zjedzonego jedzenia... Nie panuję nad tym potrafię zaprzepaścić kilka miesięcy walki o własną figurę. Mam tego dość chcę z tym skończyć RAZ NA ZAWSZE POMÓŻCIE MI BŁAGAM

  16. kaska85

    to obżarstwo również może występować przy depresji

  17. zamknięta (Gość)

    zdaję sobie z tego sprawę i to prawda chyba miewam takie stany depresyjne, ale jak to przezwyciężyć idzie sobie samemu z tym poradzic? bardzo dziękuję za odpowiedź na mój wcześniejszy wpis i proszę o dalszą pomoc

  18. anita (Gość)

    Witam Was.
    Właśnie przeczytałam ten artykuł i komentarze zawarte pod nim . Zastanawiam się czy mnie tez to dotknęło . U mnie zaczęło się od odchudzania nie dłuższego niż 2.5 tygodnia :głodówek +ćwiczeń . Potem łapałam za jedzenie bo już tak dalej nie mogłam. Chwytałam wszystko co miałam pod ręką i połykałam, nie mogłam odstawić jedzenia choć byłam już do tego momentu najedzona że nic mi nie wchodziło. Odczekiwałam chwile i brałam się za nie znów. Rano budziłam się z wielkim żalem sama do siebie, że te całe odchudzanie poszło na marne . I zaczynałam znowu...
    Przytyłam tylko po tym , nastąpił tg z. efekt jo-jo.
    Myślę że to właśnie dlatego dzisiaj kocham ponad życie jedzenie  i cały czas jem bez opamiętania .
    Tylko jedna rzecz mi nie pasuje . Nie jem po to by zapomnieć o problemach czy o stresie . Po prostu kocham to . Nie wiem co mam o tym  myśleć . Proszę o szybką odp . ; )
    Z góry dziękuję . Anita

  19. coltee (Gość)

    o matko. właśnie do mnie dotarło, że potrzebuję pomocy. ile razy wściekałam się na siebie po takich napadach, obiecując sobie, że już nigdy więcej i za jakiś czas znowu to samo. dziękuję za ten artykuł.

  20. gedeonitka (Gość)

    Znam przyczynę,to brak miłości.Ja z kolei każdego dnia obiecuje sobie ,,że dziś się najem do syta i od jutra diata.Zdarzao mi się schudnąc nawat 20 kiloi utrzymać.Niestety znowu przytylam 20 kilo i brak silk do walki.U mnie wygląda to tak ,że po pracy na wieczor ide kupuje sobie bułki, ciasto, owoce, kotleciki czekolady, wafeli czekoladki i jem i jem.Obiecując sobie-Dziś sie najem i koniec od jutra.Nie czuje głodu, mam ochote na cos dobrego, byle czego sie nie tkne np zwykłych ciastek.

  21. xxd (Gość)

    ten artykuł,  a na samym dole reklama McDonalda!

  22. Monikaaa (Gość)

    mam tak samo...ale głupio mi pójść do lekarza, moja rodzina nie widzi skali problemu-mówią"jedz mniej"...,ale naprawdę takie napady są wręcz nie do opanowania...Po takim obżarstwie jest mi jeszcze gorzej, zaczynam się dołować...no i kolejne postanowienia...zaczynam od nowa...

  23. qqqqqqqqqqqqqqqq (Gość)

    tez to mam

  24. QQQQQQQQQQQQQ (Gość)

    a nasillo to sie bardziej po urodzeniu dziecka.Niechce mi sie jesc ale to jest silniejsze odemnie,bardzo przytylam.

  25. :) (Gość)

    Ja juz od kilku miesiecy chodze na terapie i jest znaaaaaczna poprawa :) Objadam sie mniej - na poczatku bylo to 5-6 razy tygodniowo a teraz ze 2-3, a ponadto to pochlanialam tysiace kcal podczas obzarstwa, a teraz konczy sie na 3 czy 4 batonikach przewaznie :) Czyli w skali tygodni obzarstwo zredukowane z jakis 15tys kcal do moze 3tys? I caly czas idzie coraz lepiej - czuje sie o wiele szczesliwsza i bardziej wartosciowa i ze mam kontrole nad wlasnym zyciem :) Moj typ terapii to CBT czyli poznawczo-behawioralna i goraca polecam :) Wiem, ze na poczatku jest sie bardzo ciezko przelamac aby przyznac sie do problemu i poszukac pomocy, ja to zrobilam przy okazji wizyty u lekarza rodzinnego, tak niby mimochodem ale od razu strasznie sie rozplakalam... Na szczescie byl bardzo mily i dal mi skierowanie dalej i az ciezko mi opisac o ile lepsze jest teraz moje zycie :)