Rozmiar tekstu: pomniejsz tekst resetuj tekst powiększ tekst drukuj

Żniwo biernego palenia

Wprowadzony w Polsce zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych zbiegł się z publikacją przez Światową Organizację Zdrowia szokujących danych na temat ofiar biernego palenia.

Pierwsze globalne badanie poświęcone efektom biernego palenia ujawniło, że samo wdychanie dymu papierosowego zabija 600,000 osób rocznie (ok 1 na 100 na całym świecie). Zatrważający jest fakt, że jedna trzecia ofiar to dzieci, które najczęściej narażone są na dym w domu.

Przewodzący badaniom Armando Peruga mówi, że choć o szkodliwości palenia wiemy nie od dziś, wspomniane liczby rzucają nowe światło na to, jak zabójczy jest tytoń i na jakie niebezpieczeństwo osoby palące narażają swoich bliskich.

Szacuje się, że stałe przebywanie w dymie papierosowym przyczynia się rocznie do 379,000 zgonów wywołanych chorobami serca, 165,000 w wyniku infekcji dolnych dróg oddechowych, 36,900 z powodu astmy i 21,400 na skutek raka płuc. Jeśli dodamy te liczby do 5.1 miliona zgonów spowodowanych nałogowym paleniem, otrzymujemy przerażający obraz żniwa, jakie rokrocznie zbiera nałóg nikotynowy.

Oczywiście, wyniki badań natychmiast zostały otoczone sporymi kontrowersjami i wiele osób powątpiewa się w skalę zjawiska. Podejrzany wydaje się fakt, że osoba niepaląca narażona jest aż na jedną trzecią ryzyka osoby palącej 20 papierosów dziennie, z którą mieszka, mimo że wdycha dym w ilości odpowiadającej jednemu papierosowi wypalanemu co pięć dni.

Naukowcy śpieszą z wyjaśnieniami, twierdząc, że wpływ zawartych w tytoniu toksyn na ludzką krew jest najwiekszy przy niskim stopniu kontaktu. Toksyny te zagęszczają krew i prowadzą do zapalenia tętnic, zwiększając ryzyko zakrzepicy. W tętnicach lub żyłach tworza się zatory powodujące zmniejszenie lub zatrzymanie przepływu krwi, a w efekcie niedotlenienie i zawał serca.

Warto wspomnieć, że jedynie 7.4% ludności na świecie żyje w miejscach objętych ustawą antynikotynową, która i tak nie zawsze jest przestrzegana.

Komentarze
Dodaj komentarz

Odpowiadasz jako: Gość